Maja odniosła swój kolejny sukces literacki. W XIX Regionalnym Konkursie im. Ludmiły Mariańskiej w kategorii szkół ponadpodstawowych, za opowiadanie Wir otrzymała pierwszą nagrodę. Poniżej tekst opowiadania.
![]() |
| Marie Lukáčová, Odwieczne brzozy (2025) |
Maja Wojtal
ECHO SŁÓW
Idąc w stronę przysłowiowego światła, nie
towarzyszyły mu żadne myśli. Czuł lekki niepokój podsycany faktem, że nie miał
pojęcia co go czeka. W mgnieniu oka znalazł się w osobliwej przestrzeni.
Pierwszym co przykuło jego uwagę były głosy. Słyszał szepty, krzyki i jęki.
Hałas jak w wielkiej fabryce pełnej ludzi. Setki dźwięków zlewających się w
jeden przytłaczający szum. Nie był w stanie zebrać myśli, oszołomiony jakby po
poważnym urazie głowy. Próbował zrozumieć, gdzie jest i co się dzieje. Siedział
na ziemi i rozglądał się uważnie, ale wszystko przelatywało mu przed oczami.
Duszne, ciężkie powietrze, światło nieśmiało przebijające się z dziwnego bytu
wirującego tuż przed nim, zapach niemożliwy do scharakteryzowania. Wielka masa,
niby trąba, powietrzna w centrum nicości, wszędzie poza nią ciemność. To
stamtąd wydobywały się dźwięki. Atmosfera tego miejsca ściskała mu gardło,
jakby miał zaraz usłyszeć coś czego nie chciał pamiętać. Postanowił podjąć
ryzyko i wejść w ten wir. Zbliżał się wolnymi krokami.
– I tak jestem już martwy, co gorszego może
mnie jeszcze spotkać? – ta myśl pchała go do przodu.
Kiedy stanął twarzą twarz z ogarniającym go
chaosem, głośniej od reszty wybrzmiało jedno zdanie:
– Brawo kochanie, jestem z ciebie dumna! – To
był głos jego matki. Dobrze pamiętał tamten moment. Pierwsze świadectwo szkolne
z czerwonym paskiem! On w radosnym nastroju wraca w odświętnym ubraniu po
uroczystości wręczenia świadectw. Mama czekała na ganku ich domu,
rozpromieniona jak nigdy wcześniej, przepełniona dumą. Te słowa jak złote
promienie słońca musnęły mu delikatnie twarz i uciekły z powrotem w przestrzeń.
Dziwne to było wspomnienie, niby tyle lat temu, a świeże, jak gdyby to było
wczoraj. Ciepłe uczucie ogarnęło jego ciało, poczuł się jak mały chłopiec
wtulony w troskliwe ramiona mamy. Oczy zaszkliły mu się mimowolnie łzami. Matka
przecież od dawna nie żyła, a on był przekonany, że już zapomniał, jak brzmi
jej głos.
Po chwili znowu zrobił krok w głąb. Trochę
z ciekawości, a trochę dlatego, że wiedział, że nie ma już nic do stracenia.
Następne zdanie przeszyło go jak ostrze brzytwy. Było to znacznie mniej
przyjemne.
– Nie mam teraz czasu na wysłuchiwanie
twoich głupich pomysłów! – Nagle wyraźnie wybrzmiało. Również dobrze je znał.
Od razu pamięcią sięgnął do początków swojej kariery literackiej jeszcze z
czasów liceum. Chciał przedstawić ojcu koncepcję na powieść. Dumny z siebie,
chciał się pochwalić pomysłem tacie zajętemu pracą w garażu. Poczuł zapach
oleju silnikowego i lekki chłód – dokładnie tak jak przed laty. Pomimo, że
pomysł okazał się dość dobry i znalazł się nawet chętny wydawca, a on osiągnął
niemały sukces, zapamiętał te słowa, które skutecznie podcinały mu skrzydła w karierze
pisarskiej. Musiał zacisnąć powieki, aby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
Kroczył dalej coraz pewniej. Wir połykał go
łakomie, on starał się utrzymać równowagę i kontrolę nad sytuacją.
– Nie mogę już z tobą wytrzymać, chcę
rozwodu! – usłyszał kolejny głos z przeszłości…
Zakłuło go serce, złapał się odruchowo za
klatkę piersiową. Spojrzał w dół. Koszula była rozdarta, a jego dłonie we krwi.
Dosłownie krwawił prosto z serca. Zrobiło mu się słabo, nogi miał jak z waty, a
gardło ściśnięte strachem. Ujrzał byłą żonę wrzucającą niedbale swoje ubrania
do walizki. Błagał ją, żeby została. Ona niewzruszona, obojętna, zimna. Nigdy
nie zrozumiał jej decyzji. Według niego miała wszystko, pieniądze na
zachcianki, nie musiała dużo pracować, bo on zapewniał im godne życie. Był na
nią wściekły. Nie dała się przekonać. Wyszedł wtedy, trzaskając drzwiami
sypialni, na taras zapalić papierosa. Wspomnienie urwało się.
Był już coraz bliżej centrum tej wciągającej
go nicości, już prawie widział co znajduje się w środku, ale nagle usłyszał
wiwaty. Znalazł się na sali, w której otrzymał swoją najbardziej prestiżową
nagrodę literacką.
– Dobra robota!
– Gratulacje!
Słyszał z każdej strony, oślepiał go blask
fleszy. Te słowa zamieniały się w złote nici, które nieudolnie próbowały zaszyć
jego pęknięte serce. Krew jednak nadal wypływała, a on był coraz słabszy.
Ludzie napierali na niego z każdej strony. Był dumny z siebie, ale czuł się przytłoczony
całą sytuacją.
Gdy wchodził na podium po odbiór nagrody, nagle
wszystko ucichło. Stał w ciemności, nie widział niczego. Był niemal pewien, że
to już koniec. Wówczas dotarło do niego, że jest już tylko o krok od centrum
wiru. Przez chwilę myślał, że cisza przyniesie mu spokój, ale wtedy usłyszał swój
głos. Zamarł.
– Przestań marudzić, daję ci wszystko czego
zapragniesz, daj mi spokój – z mroku wypłynęło zdanie.
Słowa były ostre jak odłamki potłuczonego
szkła. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek coś takiego mówił. Odwrócił się.
Z tamtej strony nadciągała kolejna nieprzyjemność. Usłyszał kroki i ciche
pojękiwanie. Niedaleko od niego pojawiła się blada kobieta. To była jego była
żona. Na plecach niosła wielki głaz z wyrytym napisem: „Nie jesteś
wystarczająco dobra”. Miała podkrążone oczy, niemal sine usta, potargane włosy.
Wyglądała na bardzo zmęczoną. Cicho płakała, ale zauważył to dopiero, gdy była
bardzo blisko niego. Nie chciała, aby ktokolwiek zobaczył jej cierpienie,
dlatego starała się je maskować sztucznym uśmiechem. Chciał jej pomóc, zdjąć z
niej ten ciężar, ale wtedy ona odsunęła się.
– Co ty robisz?! Nie możesz mi pomóc, sam
mi to zrobiłeś – odrzekła i poszła dalej.
– Jak to ja jej to zrobiłem? – powiedział półgłosem
już tylko do siebie.
Nie zdążył się nawet zreflektować, bo
zobaczył łańcuch słów przykuty do jej kostki. Był ciężki i mosiężny i składał
się z „nie tak raniących” fraz: „Przesadzasz”, „Zostaw mnie w spokoju”, „Odejdź,
przeszkadzasz mi” i wiele innych wypowiedzianych kiedyś słów. Ciągnęły się za
nią po ziemi... Rzucił się do jej nóg. Chciał ją uwolnić. Nie mógł znieść jej
cierpienia. Szarpał łańcuch, ale metal parzył mu dłonie. Sam wykuwał go przez
lata - milczeniem, krzywym spojrzeniem, przykrymi słowami, ironią. Nie mógł już
tego zmienić.
Pozostało mu już tylko odkrycie tego, co
znajduje się w centrum wiru. Zrobił ostatni, najtrudniejszy i najcięższy krok. W
środku wiru stało jego biurko, przy którym od lat tworzył. Blade światło
monitora, stosy kartek i piętrzące się wokół książki zachęcały do pracy. Pisał
przy nim piękne historie, które ludzie chcieli czytać. Całe życie pisał o uczuciach.
Mimo to, nigdy nie nauczył się mówić, do tych, których naprawdę kochał. Cisza
nie trwała długo. Chciał chyba coś powiedzieć, ale wir chaosu zmiótł wszystko w
nicość…
![]() |
| Natasha Tontey, O innych, nieznanych jutrach (video - 2023) |

