wtorek, 24 października 2023

Maja Wojtal: Pęknięte zwierciadło

 

I jak się nie chwalić?!

Muszę się znowu pochwalić Majką z Częstochowy. Nie dość, że zaczęła naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego, podobno jednym z lepszych w Częstochowie, to w Ogólnopolskim Konkursie Literackim na Humorystyczne Opowiadanie „Moje spotkanie z Aleksandrem Fredrą lub bohaterami jego dzieł, które odmieniło moje życie i pozwoliło doznać wielkiej przygody” otrzymała pierwszą nagrodę w kategorii szkół ponadpodstawowych. Poniżej zamieszczam to opowiadanie.

 




Maja Wojtal

Pęknięte zwierciadło

 

Był chłodny wrześniowy wieczór. Siedziałam przy biurku w swoim nowym pokoju.
W powietrzu wciąż unosił się zapach świeżej farby. Odrabiałam obszerną i skomplikowaną pracę domową z matematyki. Nagle ciszę przerwał głośny huk. Lustro oprawione w złotą ramę runęło na podłogę! Zamknęłam oczy ze strachu i bałam się je otworzyć. Po chwili usłyszałam dziwne głosy.
 

– Do czorta! Coś ty nawyczyniał?! Gdzieśmy trafili przez ciebie? Zbiłeś moje lustro, teraz nieszczęście będzie mnie nękało przez następne siedem lat! – dało się słyszeć piskliwy głos. 

Nieśmiało otworzyłam oczy i zobaczyłam dwie, dziwnie prezentujące się postacie. Piękną i wyraźnie młodą dziewczynę oraz szczupłego mężczyznę, w średnim wieku, ze szpadą u boku. Kiedy mnie zobaczyli, zmieszali się nieco, ale po chwili zaczęli wypytywać, chociaż to ja powinnam w tej sytuacji zadawać pytania. To przecież oni niespodziewanie wtargnęli do mojego domu. 

– Twoja godność dziewczyno? Gdzie my w ogóle jesteśmy, hę? I po co? Odpowiadaj, bo pożałujesz! – naskoczył na mnie mężczyzna, niezdarnie wymachując przy tym szpadą. 

– Jestem Lena i to ja powinnam zadawać pytania. Wtargnęliście do mojego pokoju
i zakłóciliście mój spokój! – starałam się być groźna.
 

– My? Wtargnęliśmy? Jakieś opętane zwierciadło wciągnęło nas i wylądowaliśmy tutaj przypadkiem! Przed chwilą jeszcze znajdowaliśmy się w posiadłości pana Raptusiewicza! 

Sytuacja była niecodzienna. Jak często dziwne lustra wciągają ludzi i przenoszą w czasoprzestrzeni? Nie wiedziałam co robić, nie miałam się do kogo zwrócić o pomoc. Moi rodzice wyjechali, a ja miałam być sama w domu jeszcze przez cały tydzień.  

Po chwili dyskusji ustaliliśmy, że dam im schronienie i pozwolę przenocować u mnie. Musiałam wykazać się empatią, bo z jednej strony byli to zupełnie obcy ludzie, a z drugiej zagubieni w czasie wędrowcy. Ten osobliwy duet w starodawnych ubraniach bardzo mi kogoś przypominał, lecz nie pamiętałam kogo... Obserwowałam moich gości, którzy totalnie nie rozumieli współczesnych wynalazków. Dziewczyna bawiła się włącznikami świateł, a później zalała łazienkę… Mężczyzna wyzwał telewizor na pojedynek, a później przełączał w nieskończoność kanały. 

Następnego dnia zarządziłam pobudkę o szóstej rano. Klara (skąd ja znam to imię?), najwidoczniej nie była przyzwyczajona do takich pobudek. Na początku protestowała, ale na szczęście udało się nam ją dobudzić. Postanowiłam zabrać moich dziwnych gości do szkoły. Musieli wyglądać jak ludzie z tego stulecia. Klarze dałam moje ubrania i wystylizowałam na nastolatkę z 2023 roku. Papkin, bo takie dziwne, a jednocześnie jakieś znajome imię, nosił jej towarzysz, nie wyglądał niestety na ucznia liceum. Przebrałyśmy go więc za nauczyciela. Wręczyłam mu teczkę i okulary mojego taty, aby dodać jego wyglądowi powagi. Kiedy oboje wyglądali już w miarę normalnie, wyruszyliśmy do szkoły. Całą drogę w mojej głowie panował zamęt. Jak wytłumaczyć nauczycielom obecność tych dziwnych ludzi? Sytuacja komplikowała się na każdym kroku. Klara i Papkin swoim dziwnym zachowaniem zwracali uwagę dosłownie każdego. Autobus powoli zapełniał się ludźmi. Papkin był wyraźnie zadowolony z braku dystansu fizycznego pomiędzy nim a Klarą, lecz dziewczyna jechała całą drogę naburmuszona, mamrotając coś do siebie pod nosem. 

W szkole powiedziałam, że moi nowi przyjaciele to wytworni arystokraci z Anglii, którzy przyjechali do Polski, aby poznać kulturę swoich przodków. Na początku wszyscy byli zachwyceni, lecz z czasem rozpoczęła się seria niefortunnych zdarzeń. Papkin, mimo tego, że miał udawać nauczyciela, cały czas chciał się wdawać w pojedynki z innymi. Przeszkadzało mu każde krzywe spojrzenie i komentarz rzucany w jego stronę. Najadłyśmy się za niego dużo wstydu. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje, razem z Klarą poszłyśmy do sali. Dziewczyna, zamiast wsłuchiwać się w wykład prowadzony przez nauczyciela, komentowała i krytykowała sposób ubioru czy fryzur moich koleżanek. Nie minęła godzina, a dowiedziała się wszystkiego o współczesnych dramatach w świecie popkultury, a nawet o tych, które wydarzyły się u nas
w szkole. Okazała się być prawdziwą plotkarą. Czuła się w takim środowisku, jak ryba w wodzie.
 

Nagle z drugiej części szkoły zaczęły dobiegać krzyki. Wszyscy śmiali się, komentowali i dopingowali kogoś. Nie wiedziałam, o co może chodzić. Ciekawość wzięła górę i poszłam
z moją nową koleżanką sprawdzić, co się dzieje. Oczywiście to Papkin wdał się w bójkę ze szkolnym osiłkiem. Mężczyzna cały czas obrywał od nastolatka, ale wciąż wykrzykiwał:
 

– Jam jest lew północy, niczego się nie boję! 

No jasne! To przecież bohaterowie „Zemsty”! Oj coś czuję, że nie byłam zbyt uważną czytelniczką, będę musiała nadrobić te zaległości. Ale teraz najważniejsze było rozdzielenie walczących. Udało nam się odciągnąć Papkina, zanim na miejscu pojawiła się dyrekcja i cała kadra szkoły. Korzystając z zamieszania, przemknęliśmy korytarzem pełnym zaciekawionych uczniów i uciekliśmy do domu. Zastanawiałam się, czy będę mieć kłopoty? Może grono pedagogiczne nie uwierzy, żeby taki zacny człowiek, gość o szlachetnym pochodzeniu mógł wdać się w bójkę z uczniem? Co się stanie, jeśli ktoś nagrał całe zajście? Wiedziałam, że stąpam po kruchym lodzie i mogę ponieść surowe konsekwencje. Kto mi uwierzy w tę historię? Jedno było pewne – muszę pozbyć się moich gości. Jak tego dokonać? Jedynym sensownym pomysłem było ponowne złożenie lustra. Zabraliśmy się do pracy. Była to bardzo trudne i monotonne zajęcie. Po kilku godzinach nasze dzieło było prawie gotowe. Z ulgą, ale i nieco zasmucona spojrzałam na moich przyjaciół. Mimo że nasza wspólna przygoda była tak krótka, to naprawdę wyjątkowa. Świetnie się bawiliśmy. Kiedy włożyliśmy ostatni odłamek lustra do ramy, oboje rozpłynęli się w powietrzu. Przetarłam oczy, ale to nie był sen. Na dywanie nadal zostały ślady butów obojga, a na mojej ręce widniało delikatne zacięcie spowodowane szpadą Papkina. Na biurku dostrzegłam otwartą książkę: Aleksander Fredro „Zemsta”. 

 

 

ECHO SŁÓW - Nowe opowiadanie mojej wnuczki...

 Maja odniosła swój kolejny sukces literacki. W XIX Regionalnym Konkursie im. Ludmiły Mariańskiej w kategorii szkół ponadpodstawowych, za op...