I jak się nie chwalić?!
Maja Wojtal
Pęknięte
zwierciadło
Był chłodny wrześniowy wieczór. Siedziałam przy biurku w swoim
nowym pokoju.
W powietrzu wciąż unosił się zapach świeżej farby. Odrabiałam obszerną i
skomplikowaną pracę domową z matematyki. Nagle ciszę przerwał głośny huk.
Lustro oprawione w złotą ramę runęło na podłogę! Zamknęłam oczy ze strachu i
bałam się je otworzyć. Po chwili usłyszałam dziwne głosy.
– Do czorta! Coś ty nawyczyniał?! Gdzieśmy trafili przez
ciebie? Zbiłeś moje lustro, teraz nieszczęście będzie mnie nękało przez
następne siedem lat! – dało się słyszeć piskliwy głos.
Nieśmiało otworzyłam oczy i zobaczyłam dwie, dziwnie
prezentujące się postacie. Piękną i wyraźnie młodą dziewczynę oraz szczupłego
mężczyznę, w średnim wieku, ze szpadą u boku. Kiedy mnie zobaczyli, zmieszali
się nieco, ale po chwili zaczęli wypytywać, chociaż to ja powinnam w tej
sytuacji zadawać pytania. To przecież oni niespodziewanie wtargnęli do mojego
domu.
– Twoja godność dziewczyno? Gdzie my w ogóle jesteśmy, hę? I
po co? Odpowiadaj, bo pożałujesz! – naskoczył na mnie mężczyzna, niezdarnie
wymachując przy tym szpadą.
– Jestem Lena i to ja powinnam zadawać pytania. Wtargnęliście
do mojego pokoju
i zakłóciliście mój spokój! – starałam się być groźna.
– My? Wtargnęliśmy? Jakieś opętane zwierciadło wciągnęło nas i
wylądowaliśmy tutaj przypadkiem! Przed chwilą jeszcze znajdowaliśmy się w
posiadłości pana Raptusiewicza!
Sytuacja była niecodzienna. Jak często dziwne lustra wciągają
ludzi i przenoszą w czasoprzestrzeni? Nie wiedziałam co robić, nie miałam się
do kogo zwrócić o pomoc. Moi rodzice wyjechali, a ja miałam być sama w domu
jeszcze przez cały tydzień.
Po chwili dyskusji ustaliliśmy, że dam im schronienie i
pozwolę przenocować u mnie. Musiałam wykazać się empatią, bo z jednej strony
byli to zupełnie obcy ludzie, a z drugiej zagubieni w czasie wędrowcy. Ten
osobliwy duet w starodawnych ubraniach bardzo mi kogoś przypominał, lecz nie pamiętałam
kogo... Obserwowałam moich gości, którzy totalnie nie rozumieli współczesnych wynalazków.
Dziewczyna bawiła się włącznikami świateł, a później zalała łazienkę… Mężczyzna
wyzwał telewizor na pojedynek, a później przełączał w nieskończoność kanały.
Następnego dnia zarządziłam pobudkę o szóstej rano. Klara
(skąd ja znam to imię?), najwidoczniej nie była przyzwyczajona do takich
pobudek. Na początku protestowała, ale na szczęście udało się nam ją dobudzić.
Postanowiłam zabrać moich dziwnych gości do szkoły. Musieli wyglądać jak ludzie
z tego stulecia. Klarze dałam moje ubrania i wystylizowałam na nastolatkę z
2023 roku. Papkin, bo takie dziwne, a jednocześnie jakieś znajome imię, nosił
jej towarzysz, nie wyglądał niestety na ucznia liceum. Przebrałyśmy go więc za
nauczyciela. Wręczyłam mu teczkę i okulary mojego taty, aby dodać jego wyglądowi
powagi. Kiedy oboje wyglądali już w miarę normalnie, wyruszyliśmy do szkoły.
Całą drogę w mojej głowie panował zamęt. Jak wytłumaczyć nauczycielom obecność
tych dziwnych ludzi? Sytuacja komplikowała się na każdym kroku. Klara i Papkin
swoim dziwnym zachowaniem zwracali uwagę dosłownie każdego. Autobus powoli
zapełniał się ludźmi. Papkin był wyraźnie zadowolony z braku dystansu
fizycznego pomiędzy nim a Klarą, lecz dziewczyna jechała całą drogę
naburmuszona, mamrotając coś do siebie pod nosem.
W szkole powiedziałam, że moi nowi przyjaciele to wytworni
arystokraci z Anglii, którzy przyjechali do Polski, aby poznać kulturę swoich
przodków. Na początku wszyscy byli zachwyceni, lecz z czasem rozpoczęła się
seria niefortunnych zdarzeń. Papkin, mimo tego, że miał udawać nauczyciela,
cały czas chciał się wdawać w pojedynki z innymi. Przeszkadzało mu każde krzywe
spojrzenie i komentarz rzucany w jego stronę. Najadłyśmy się za niego dużo
wstydu. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje, razem z Klarą poszłyśmy do sali.
Dziewczyna, zamiast wsłuchiwać się w wykład prowadzony przez nauczyciela,
komentowała i krytykowała sposób ubioru czy fryzur moich koleżanek. Nie minęła
godzina, a dowiedziała się wszystkiego o współczesnych dramatach w świecie
popkultury, a nawet o tych, które wydarzyły się u nas
w szkole. Okazała się być prawdziwą plotkarą. Czuła się w takim środowisku, jak
ryba w wodzie.
Nagle z drugiej części szkoły zaczęły dobiegać krzyki. Wszyscy
śmiali się, komentowali i dopingowali kogoś. Nie wiedziałam, o co może chodzić.
Ciekawość wzięła górę i poszłam
z moją nową koleżanką sprawdzić, co się dzieje. Oczywiście to Papkin wdał się w
bójkę ze szkolnym osiłkiem. Mężczyzna cały czas obrywał od nastolatka, ale
wciąż wykrzykiwał:
– Jam jest lew północy, niczego się nie boję!
No jasne! To przecież bohaterowie „Zemsty”! Oj coś czuję, że
nie byłam zbyt uważną czytelniczką, będę musiała nadrobić te zaległości. Ale
teraz najważniejsze było rozdzielenie walczących. Udało nam się odciągnąć
Papkina, zanim na miejscu pojawiła się dyrekcja i cała kadra szkoły.
Korzystając z zamieszania, przemknęliśmy korytarzem pełnym zaciekawionych
uczniów i uciekliśmy do domu. Zastanawiałam się, czy będę mieć kłopoty? Może
grono pedagogiczne nie uwierzy, żeby taki zacny człowiek, gość o szlachetnym
pochodzeniu mógł wdać się w bójkę z uczniem? Co się stanie, jeśli ktoś nagrał
całe zajście? Wiedziałam, że stąpam po kruchym lodzie i mogę ponieść surowe
konsekwencje. Kto mi uwierzy w tę historię? Jedno było pewne – muszę pozbyć się
moich gości. Jak tego dokonać? Jedynym sensownym pomysłem było ponowne złożenie
lustra. Zabraliśmy się do pracy. Była to bardzo trudne i monotonne zajęcie. Po
kilku godzinach nasze dzieło było prawie gotowe. Z ulgą, ale i nieco zasmucona
spojrzałam na moich przyjaciół. Mimo że nasza wspólna przygoda była tak krótka,
to naprawdę wyjątkowa. Świetnie się bawiliśmy. Kiedy włożyliśmy ostatni odłamek
lustra do ramy, oboje rozpłynęli się w powietrzu. Przetarłam oczy, ale to nie
był sen. Na dywanie nadal zostały ślady butów obojga, a na mojej ręce widniało
delikatne zacięcie spowodowane szpadą Papkina. Na biurku dostrzegłam otwartą
książkę: Aleksander Fredro „Zemsta”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz