Sosnowe miasto…
Z
zainteresowaniem obejrzałem kiedyś film „Miasto z piasku i serc. Stalowa Wola”,
którego reżyserem jest Tadeusz Arciuch. Stalowa Wola, nolens volens, po
wchłonięciu w latach 70. XX wieku miasteczka Rozwadów, stała się moim rodzinnym
miastem. Tam skończyłem Liceum Ogólnokształcące im. Komisji Edukacji Narodowej
nr 44, a Tadeusz Arciuch był moim kolegą ze szkolnej ławy, z klasy I A. Naszą
wychowawczynią była pani prof. Ludmiła Kuczek – matematyczka. Uczniowie
nazywali ją „Babcia”. Była delikatnej postury, drobną, dobroduszną kobietą,
przed spojrzeniem której topnieli najwięksi zarozumialcy i twardziele, a takich
w naszym liceum nie brakowało…
Pamiętam pewną lekcję. „Babcia” sprawdzała
zeszyty z zadaniem domowym. Mieliśmy zaznaczyć jakieś zbiory, ich wspólne
części, a wszystko trzeba było wykazać poprzez zamalowanie powierzchni zbiorów
kolorami… Tadeusz wybrał dla jednego zbioru kolor żółty, dla drugiego jasno
zielony… Pani profesor nie zdzierżyła tego! Nie mogła zrozumieć, jak można było
tak dobrać kolory! Żółty z zielonym podziałał na nią jak czerwona płachta na
byka! Nie pomogły żadne tłumaczenia, że tylko takie kredki miał. W końcu
zdesperowana powiedziała:
–
Nooou, Arciuch… – stanowczy ton nie
znoszący sprzeciwu nie wróżył nic dobrego. Jej „no” brzmiało, trochę
przeciągle, jak „nuuu…” – na jutro
zamalujesz cały zeszyt, jedna kartka na żółto, druga na zielono! Żebyś już
nigdy nie dobierał takich kolorów!
Nasze drogi
się rozeszły. On po pierwszej klasie wyjechał do Warszawy, ja po maturze
trafiłem do Krakowa, gdzie na dobre utknąłem… Po kilkudziesięciu latach, przez
zupełny przypadek, spotkaliśmy się dzięki Maciejowi Wojciechowskiemu, który
współpracuje przy realizacji dokumentalnych filmów z Tadeuszem.
Film „Miasto
z piasku i serc. Stalowa Wola” jest dokumentem, jaki powstał przy okazji 82.
rocznicy poświęcenia Zakładów Południowych w Stalowej Woli – dumy II
Rzeczypospolitej. Perły w koronie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Krótko
cieszono się prawdziwym sukcesem, bo wybuch wojny spowodował, że Stalowa Wola
szybko zaczęła dozbrajać wojsko niemieckie… A najważniejszy plac miejski w
naszym mieście, plac Wolności, nazwany został Adolf Hitler Platz.
Z wielką przyjemnością i prawdziwym
zainteresowaniem oglądałem film Arciucha. Z rozrzewnieniem słuchałem opowieści
o starej Stalowej Woli znanych mi Anny i Dionizego Garbaczów, nieżyjącego już Marka
Wiatrowicza oraz mieszkańców miasta Barbary Sceliny, Marian Batora, Mieczysław
Skibiński, Grażyna Wojtasik-Wiech, Irena Szatmari, Barbary Augustyńskiej, Władysława
Szurka,
. Fragmenty starych filmów dokumentalnych,
ożywione archiwalne fotografie oraz animacje komputerowe pokazujące jak mogłaby
wyglądać Stalowa Wola, gdyby nie wrzesień 1939 roku. Racjonalny ład
urbanistyczny porządkował wszystko nie tylko na desce projektowej architektów.
Dzielnice robotnicza, urzędnicza i dyrektorska do dzisiaj kształtują krajobraz
„starej” Stalowej Woli, mimo iż różni współcześni budowniczowie usiłują
wepchnąć w wolne przestrzenie swe – najczęściej nieudane – pomysły
architektoniczne. Dzisiaj nikt nie uwierzy, że przestrzeń między Rozwadowem a
wioską Pławo, której relikty jeszcze zauważymy wśród nowych budynków Stalowej
Woli wraz z zakładami przemysłowymi, porastał las – taki sam jak za Stalową
Wolą, gdy jedziemy w kierunku Tarnobrzega lub Przyszowa… Po Pławie –
średniowiecznej jeszcze osadzie flisackiej – prawie śladu już nie ma… A to właśnie
w chłopskich chatach mieszkali pierwsi budowniczowie Stalowej Woli. Obraz
tamtych czasów, które dla miejscowej ludności wnosiły nowe wartości i
możliwości, świetnie opisał Melchior Wańkowicz w książce „Sztafeta” – zbiorze
reportaży z wędrówki dziennikarskiej po powstającym Centralnym Okręgu
Przemysłowym.

Siostra
mojej babci – Marta Moskal – tuż przed wybuchem wojny rozpoczęła pracę w
stalowowolskich Zakładach Południowych jako laborantka w pracowni dra Juliusza
Pizło, który przybył do Stalowej Woli ze Śląska. Wraz z żoną Zofią byli
admiratorami tenisa ziemnego, dlatego też przyłożyli się do powstania stalowowolskich
kortów tenisowych. Ciocia Marta bardzo dobrze wspominała współpracę z drem
Pizło. W czasie okupacji niemieckiej nie podjęła jednak pracy, a po wojnie –
mimo iż ją zachęcano do powrotu do zakładów – stwierdziła, że „na ciubaryków”
nie będzie pracowała… Stalowa Wola i Rozwadów spod okupacji niemieckiej
wyzwolone zostały 1 sierpnia 1944 roku przez wojska rosyjskie. Wtedy, w czasie
walk spłonął rozwadowski ratusz. Rosjanie złą sławą zapisali się w tych
stronach już w czasie I wojny światowej. Spalony w 1915 roku Rozwadów i pałac
Lubomirskich w pobliskich Charzewicach to ich dzieło. Już wtedy, w tych
okolicach wobec Rosjan używano pejoratywnego określenia „ciubaryki”.
Potwierdzała to też w swych opowieściach babcia Monika Kosierbowa – druga żona
mojego dziadka, która doskonale pamiętała czasy I wojny światowej i kiedy
wspominała je, wrzeszczała:
– Ślaga! Te
śmierdzące ciubaryki!… – babcia nigdy nie przebierała w słowach…
Opis
zniszczeń tych okolic z tamtych czasów pozostawił Jan Wiktor, który po
przejściu frontu podróżował z Krakowa do rodzinnego Radomyśla nad Sanem.
Przypominam
sobie wizytę w Stalowej Woli Barbary Wachowicz (1939-2018), „pisarki losu
polskiego”, autorki biografii znanych Polaków, wielkiej admiratorki Tadeusza
Kościuszki, którego amerykańskimi śladami powędrowała jako pierwsza polska
dziennikarka. Efektem tej podróży była popularna, wielokrotnie wznawiana
książka „Nazwę Cię Kościuszko” oraz wędrująca po Polsce wystawa fotograficzna
jej autorstwa o tym samym tytule. Przyjechała na zaproszenie Zespołu Szkół
Budowlanych im. Tadeusza Kościuszki przy ul. 1 Sierpnia. Nie mogła się
nadziwić, że nasze miasto, jeszcze za czasów komuny, tak pięknie potrafiło
uczcić Powstanie Warszawskie, wszak jedna z ważniejszych stalowowolskich ulic
nosiła miano 1 Sierpnia… Musiałem ją wyprowadzić z błędu…
– A ja taka
naiwna… – podsumowała.
Wędruję
czasem po Stalowej Woli i odtwarzam w pamięci miejsca, których już nie ma.
Prawie wszystko się zmieniło. Zniknął dworzec autobusowy koło szpitala, droga z
kostki bazaltowej wiodąca z Rozwadowa zakrętami przez Pławo aż do Niska. Nie ma
też pustych przestrzeni wokół drewnianego kościółka pw. św. Floriana. Pasły się
tam krowy i gęsi z pławskich gospodarstw. Warto wspomnieć, że ten drewniany
kościół wybudowany został w 1802 roku we wsi Stany. Do Stalowej Woli trafił w
1943 roku, za czasów niemieckiej okupacji, staraniem ks. Jana Skoczyńskiego i
za zgodą władz okupacyjnych. Niemcy wysiedlali w tamtym czasie pobliskie
wioski, tworząc olbrzymi poligon wojskowy związany z rakietami V-1 i V-2. Niewielka
świątynia musiała wystarczyć mieszkańcom rozrastającej się Stalowej Woli na
długie lata… Od bodaj 1952 roku, na skwerze
przed sklepami dom dziecka i księgarnią – tam, gdzie teraz pomnik Eugeniusza
Kwiatkowskiego – stał samolot JAK-23. Na
terenie Ligi Obrony Kraju była też wieża spadochronowa o wysokości 50 metrów,
wybudowana w 1952 roku… Jej powstanie związane było z powstałym w 1950 roku Ośrodkiem
Lotniczym, który w 1957 roku przekształcił się w Aeroklub Stalowa Wola. Musiała
spadochronowa musiała zostać zdemontowana w latach 60-tych ubiegłego wieku,
kiedy skoki spadochronowa można było wykonywać podczas szkoleń na lotnisku Aeroklubu
Stalowa Wola w Turbii.
Stalowa Wola
w tamtych czasach jeszcze niewiele różniła się od tej, której rozwój wstrzymała
II wojna światowa. Wielokrotnie wyobrażałem sobie, jak mogłoby wyglądać moje
miasto, gdyby nie 1939 rok. Film Arciucha ułatwia to. Po jego obejrzeniu
dostrzegamy, że pierwotny plan architektoniczny, miał zasadniczy wpływ na
budownictwo powojenne do lat 60-tych XX wieku. Wydaje mi się, że dopiero okres
„gierkowski” i późniejsze lata spowodowały zatarcie architektonicznego planu
miasta, wręcz budowlany chaos, do efektów którego pomału się przyzwyczajamy… Bo
Stalowa Wola ma swój charakter mimo wszystko!
Podobnie
pobliski Rozwadów, w którym w 1921 roku 66% ogółu obywateli stanowili mieszkańcy
mojżeszowego wyznania, nabierał nowego gospodarczego rozpędu. Warto nadmienić,
iż Stalowa Wola miała być nie tylko urbanistycznie uporządkowana. Jak pisze
Dionizy Garbacz – choćby w najnowszej swej książce „Żydzi w Rozwadowie i Stalowej Woli. Czas
wojny i okupacji" – w nowo powstającym mieście mogli mieszkać i pracować
tylko Polacy. Opowiadała mi kiedyś mama – wówczas Stanisława Kosierb, która składała
egzaminy do stalowowolskiego gimnazjum w 1939 roku, że jej koleżanka nie
została przyjęta do szkoły tylko dlatego, że była Ukrainką. Żydów do Stalowej
Woli wprowadzili, jako pracowników z obozu pracy na Młodyniu, wprowadzili
Niemcy… Czy to nie chichot historii?...

W Rozwadowie już od 1939 roku zaczęły
powstawać pierwsze domy pod wynajem mieszkań – choćby tzw. kamienica
„generalska” zbudowana
przez gen. Wacława Scaevolę-Wieczorkiewicza czy kamienica Krzemińskiego. Załamanie, jakie
przyniosła wojna, wymiana ludności i wzrost dużego ośrodka przemysłowego w
Stalowej Woli, Siarkopolu w Tarnobrzegu, zakładów mechanicznych w Gorzycach czy
w Nisku, uniemożliwiły rozwój gospodarczy Rozwadowa, a jego włączenie do
Stalowej Woli i rozwój budownictwa mieszkaniowego doprowadziły do
zmarginalizowania miasteczka. Dopiero ostatnie lata przywracają życie miastu. Najpierw
Muzeum Regionalne w pałacu Lubomirskich, potem Muzeum Alfonsa Karpińskiego w
dawnym budynku sądu i w końcu dom kultury w dawnym Sokole, później klubie
„Ronita”. Ostatnio natomiast dokonano rewitalizacji rozwadowskiego Rynku.
Film został
nagrodzony na Zamojskim Festiwalu Filmowym Spotkania z Historią w 2022 roku. Gratuluję
i dziękuję Tadeuszowi Arciuchowi i Maciejowi Wojciechowskiemu za film!
Dokument
prawdopodobnie można obejrzeć tu:
https://vod.tvp.pl/video/miasto-z-piaskow-i-serc-stalowa-wola,miasto-z-piaskow-i-serc-stalowa-wola,55296085