Sosnowe miasto…
Pamiętam pewną lekcję. „Babcia” sprawdzała zeszyty z zadaniem domowym. Mieliśmy zaznaczyć jakieś zbiory, ich wspólne części, a wszystko trzeba było wykazać poprzez zamalowanie powierzchni zbiorów kolorami… Tadeusz wybrał dla jednego zbioru kolor żółty, dla drugiego jasno zielony… Pani profesor nie zdzierżyła tego! Nie mogła zrozumieć, jak można było tak dobrać kolory! Żółty z zielonym podziałał na nią jak czerwona płachta na byka! Nie pomogły żadne tłumaczenia, że tylko takie kredki miał. W końcu zdesperowana powiedziała:
– Nooou, Arciuch… – stanowczy ton nie znoszący sprzeciwu nie wróżył nic dobrego. Jej „no” brzmiało, trochę przeciągle, jak „nuuu…” – na jutro zamalujesz cały zeszyt, jedna kartka na żółto, druga na zielono! Żebyś już nigdy nie dobierał takich kolorów!Nasze drogi się rozeszły. On po pierwszej klasie wyjechał do Warszawy, ja po maturze trafiłem do Krakowa, gdzie na dobre utknąłem… Po kilkudziesięciu latach, przez zupełny przypadek, spotkaliśmy się dzięki Maciejowi Wojciechowskiemu, który współpracuje przy realizacji dokumentalnych filmów z Tadeuszem.
Film „Miasto z piasku i serc. Stalowa Wola” jest dokumentem, jaki powstał przy okazji 82. rocznicy poświęcenia Zakładów Południowych w Stalowej Woli – dumy II Rzeczypospolitej. Perły w koronie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Krótko cieszono się prawdziwym sukcesem, bo wybuch wojny spowodował, że Stalowa Wola szybko zaczęła dozbrajać wojsko niemieckie… A najważniejszy plac miejski w naszym mieście, plac Wolności, nazwany został Adolf Hitler Platz.
Z wielką przyjemnością i prawdziwym zainteresowaniem oglądałem film Arciucha. Z rozrzewnieniem słuchałem opowieści o starej Stalowej Woli znanych mi Anny i Dionizego Garbaczów, nieżyjącego już Marka Wiatrowicza oraz mieszkańców miasta Barbary Sceliny, Marian Batora, Mieczysław Skibiński, Grażyna Wojtasik-Wiech, Irena Szatmari, Barbary Augustyńskiej, Władysława Szurka, . Fragmenty starych filmów dokumentalnych, ożywione archiwalne fotografie oraz animacje komputerowe pokazujące jak mogłaby wyglądać Stalowa Wola, gdyby nie wrzesień 1939 roku. Racjonalny ład urbanistyczny porządkował wszystko nie tylko na desce projektowej architektów. Dzielnice robotnicza, urzędnicza i dyrektorska do dzisiaj kształtują krajobraz „starej” Stalowej Woli, mimo iż różni współcześni budowniczowie usiłują wepchnąć w wolne przestrzenie swe – najczęściej nieudane – pomysły architektoniczne. Dzisiaj nikt nie uwierzy, że przestrzeń między Rozwadowem a wioską Pławo, której relikty jeszcze zauważymy wśród nowych budynków Stalowej Woli wraz z zakładami przemysłowymi, porastał las – taki sam jak za Stalową Wolą, gdy jedziemy w kierunku Tarnobrzega lub Przyszowa… Po Pławie – średniowiecznej jeszcze osadzie flisackiej – prawie śladu już nie ma… A to właśnie w chłopskich chatach mieszkali pierwsi budowniczowie Stalowej Woli. Obraz tamtych czasów, które dla miejscowej ludności wnosiły nowe wartości i możliwości, świetnie opisał Melchior Wańkowicz w książce „Sztafeta” – zbiorze reportaży z wędrówki dziennikarskiej po powstającym Centralnym Okręgu Przemysłowym.
Siostra mojej babci – Marta Moskal – tuż przed wybuchem wojny rozpoczęła pracę w stalowowolskich Zakładach Południowych jako laborantka w pracowni dra Juliusza Pizło, który przybył do Stalowej Woli ze Śląska. Wraz z żoną Zofią byli admiratorami tenisa ziemnego, dlatego też przyłożyli się do powstania stalowowolskich kortów tenisowych. Ciocia Marta bardzo dobrze wspominała współpracę z drem Pizło. W czasie okupacji niemieckiej nie podjęła jednak pracy, a po wojnie – mimo iż ją zachęcano do powrotu do zakładów – stwierdziła, że „na ciubaryków” nie będzie pracowała… Stalowa Wola i Rozwadów spod okupacji niemieckiej wyzwolone zostały 1 sierpnia 1944 roku przez wojska rosyjskie. Wtedy, w czasie walk spłonął rozwadowski ratusz. Rosjanie złą sławą zapisali się w tych stronach już w czasie I wojny światowej. Spalony w 1915 roku Rozwadów i pałac Lubomirskich w pobliskich Charzewicach to ich dzieło. Już wtedy, w tych okolicach wobec Rosjan używano pejoratywnego określenia „ciubaryki”. Potwierdzała to też w swych opowieściach babcia Monika Kosierbowa – druga żona mojego dziadka, która doskonale pamiętała czasy I wojny światowej i kiedy wspominała je, wrzeszczała:
– Ślaga! Te śmierdzące ciubaryki!… – babcia nigdy nie przebierała w słowach…
Opis zniszczeń tych okolic z tamtych czasów pozostawił Jan Wiktor, który po przejściu frontu podróżował z Krakowa do rodzinnego Radomyśla nad Sanem.
Przypominam sobie wizytę w Stalowej Woli Barbary Wachowicz (1939-2018), „pisarki losu polskiego”, autorki biografii znanych Polaków, wielkiej admiratorki Tadeusza Kościuszki, którego amerykańskimi śladami powędrowała jako pierwsza polska dziennikarka. Efektem tej podróży była popularna, wielokrotnie wznawiana książka „Nazwę Cię Kościuszko” oraz wędrująca po Polsce wystawa fotograficzna jej autorstwa o tym samym tytule. Przyjechała na zaproszenie Zespołu Szkół Budowlanych im. Tadeusza Kościuszki przy ul. 1 Sierpnia. Nie mogła się nadziwić, że nasze miasto, jeszcze za czasów komuny, tak pięknie potrafiło uczcić Powstanie Warszawskie, wszak jedna z ważniejszych stalowowolskich ulic nosiła miano 1 Sierpnia… Musiałem ją wyprowadzić z błędu…
– A ja taka naiwna… – podsumowała.
Wędruję
czasem po Stalowej Woli i odtwarzam w pamięci miejsca, których już nie ma.
Prawie wszystko się zmieniło. Zniknął dworzec autobusowy koło szpitala, droga z
kostki bazaltowej wiodąca z Rozwadowa zakrętami przez Pławo aż do Niska. Nie ma
też pustych przestrzeni wokół drewnianego kościółka pw. św. Floriana. Pasły się
tam krowy i gęsi z pławskich gospodarstw. Warto wspomnieć, że ten drewniany
kościół wybudowany został w 1802 roku we wsi Stany. Do Stalowej Woli trafił w
1943 roku, za czasów niemieckiej okupacji, staraniem ks. Jana Skoczyńskiego i
za zgodą władz okupacyjnych. Niemcy wysiedlali w tamtym czasie pobliskie
wioski, tworząc olbrzymi poligon wojskowy związany z rakietami V-1 i V-2. Niewielka
świątynia musiała wystarczyć mieszkańcom rozrastającej się Stalowej Woli na
długie lata… Od bodaj 1952 roku, na skwerze
przed sklepami dom dziecka i księgarnią – tam, gdzie teraz pomnik Eugeniusza
Kwiatkowskiego – stał samolot JAK-23. Na
terenie Ligi Obrony Kraju była też wieża spadochronowa o wysokości 50 metrów,
wybudowana w 1952 roku… Jej powstanie związane było z powstałym w 1950 roku Ośrodkiem
Lotniczym, który w 1957 roku przekształcił się w Aeroklub Stalowa Wola. Musiała
spadochronowa musiała zostać zdemontowana w latach 60-tych ubiegłego wieku,
kiedy skoki spadochronowa można było wykonywać podczas szkoleń na lotnisku Aeroklubu
Stalowa Wola w Turbii.
Stalowa Wola w tamtych czasach jeszcze niewiele różniła się od tej, której rozwój wstrzymała II wojna światowa. Wielokrotnie wyobrażałem sobie, jak mogłoby wyglądać moje miasto, gdyby nie 1939 rok. Film Arciucha ułatwia to. Po jego obejrzeniu dostrzegamy, że pierwotny plan architektoniczny, miał zasadniczy wpływ na budownictwo powojenne do lat 60-tych XX wieku. Wydaje mi się, że dopiero okres „gierkowski” i późniejsze lata spowodowały zatarcie architektonicznego planu miasta, wręcz budowlany chaos, do efektów którego pomału się przyzwyczajamy… Bo Stalowa Wola ma swój charakter mimo wszystko!
Podobnie
pobliski Rozwadów, w którym w 1921 roku 66% ogółu obywateli stanowili mieszkańcy
mojżeszowego wyznania, nabierał nowego gospodarczego rozpędu. Warto nadmienić,
iż Stalowa Wola miała być nie tylko urbanistycznie uporządkowana. Jak pisze
Dionizy Garbacz – choćby w najnowszej swej książce „Żydzi w Rozwadowie i Stalowej Woli. Czas
wojny i okupacji" – w nowo powstającym mieście mogli mieszkać i pracować
tylko Polacy. Opowiadała mi kiedyś mama – wówczas Stanisława Kosierb, która składała
egzaminy do stalowowolskiego gimnazjum w 1939 roku, że jej koleżanka nie
została przyjęta do szkoły tylko dlatego, że była Ukrainką. Żydów do Stalowej
Woli wprowadzili, jako pracowników z obozu pracy na Młodyniu, wprowadzili
Niemcy… Czy to nie chichot historii?...
W Rozwadowie już od 1939 roku zaczęły powstawać pierwsze domy pod wynajem mieszkań – choćby tzw. kamienica „generalska” zbudowana przez gen. Wacława Scaevolę-Wieczorkiewicza czy kamienica Krzemińskiego. Załamanie, jakie przyniosła wojna, wymiana ludności i wzrost dużego ośrodka przemysłowego w Stalowej Woli, Siarkopolu w Tarnobrzegu, zakładów mechanicznych w Gorzycach czy w Nisku, uniemożliwiły rozwój gospodarczy Rozwadowa, a jego włączenie do Stalowej Woli i rozwój budownictwa mieszkaniowego doprowadziły do zmarginalizowania miasteczka. Dopiero ostatnie lata przywracają życie miastu. Najpierw Muzeum Regionalne w pałacu Lubomirskich, potem Muzeum Alfonsa Karpińskiego w dawnym budynku sądu i w końcu dom kultury w dawnym Sokole, później klubie „Ronita”. Ostatnio natomiast dokonano rewitalizacji rozwadowskiego Rynku.
Film został nagrodzony na Zamojskim Festiwalu Filmowym Spotkania z Historią w 2022 roku. Gratuluję i dziękuję Tadeuszowi Arciuchowi i Maciejowi Wojciechowskiemu za film!
Dokument prawdopodobnie można obejrzeć tu:







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz