poniedziałek, 4 lipca 2022

 

Kierunek Wiślica!

Niedziela, 3 lipca 2022 roku, zapowiadała się interesująco. Wyprawa do Wiślicy!

Pojechałem tam nie pierwszy raz. Jako uczeń szkoły podstawowej rozczytywałem się w „Słowiańskim rodowodzie” Pawła Jasienicy. A w latach 70-tych XX wieku, już jako zdecydowany studiować archeologię, udało mi się tam w końcu dotrzeć. Namówiłem rodziców, że koniecznie trzeba jechać na wycieczkę do Wiślicy…

– Do Wiślicy? – zapytał tato Adam podejrzliwie.

Rodzice nieufni mym zainteresowaniom, dali się jednak namówić, stwierdziwszy, po spojrzeniu na mapę, że po drodze będzie Busko Zdrój – miejsce westchnień wracających stamtąd kuracjuszy… Codzienne życie kuracjuszy Buska Zdrój i innych zdrojowisk to zupełnie inny temat… Pojechaliśmy zatem w słoneczną niedzielę naszą białą syrenką 104, numer rejestracyjny RT-1930… Rejestrację pamiętam do dziś, wszak to był nasz pierwszy wymarzony samochód, którym przemierzyliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, o NRD nie wspominając. W skład ekipy, oprócz mnie i taty – jako kierowcy, weszli mama Stanisława, siostra Anna i Grażyna Walczak – wnuczka doktora Romana Szanka, naszego sąsiada z pierwszego piętra. Był lekarzem pediatrą w naszym ośrodku zdrowia. Grażyna przyjeżdżała na miesiąc wakacji do Rozwadowa z Wrocławia. W Wiślicy obejrzeliśmy kościół, na
grodzisko – idąc na przełaj przez pola dotarłem sam, bo towarzystwo ubrane było na deptak buski, a nie wędrówki po polnych drogach. I tyle… Cały ciężar wyprawy przeniósł się na brylowanie w zdrojowisku… Jakie to musiały dla mnie być nudy…

Niestety przez lata, mimo że przy różnych okazjach wstępowałem do Wiślicy, nie udało mi się obejrzeć jej „skarbów”, o których pisał Jasienica, potem Janusz Roszko w książce „Pogański książę silny wielce”. Utworzone po wykopaliskach muzeum było albo zamknięte, albo w remoncie…

W końcu się udało kilka dni po otwarciu, z wielką pompą (Wiślicy się to należało), Muzeum Archeologicznego w Wiślicy, które jest filią Muzeum Narodowego w Kielcach. Jest więc nadzieja, że przez następne lata zabytki Wiślicy będą dostępne dla zwiedzających. Pod okiem sympatycznej przewodniczki (zwiedzanie indywidualne jest niemożliwe) wchodzimy najpierw do części, którą archeolodzy rozkopali w latach 50-tych XX wieku, pod ulicą Batalionów Chłopskich, a za czasów Kazimierza Wielkiego noszącą miano Solnej. Wynikałoby z tego, że już wtedy ta część wiślickiego grodu skrywała fundamenty pierwszych świątyń, o których ówcześni mieszkańcy miasta nie mieli pojęcia. Zwracał na to zresztą uwagę w swej reporterskiej relacji Paweł Jasienica. Nieopodal Kazimierz Wielki wznosił gotycką kolegiatę, którą do dzisiaj podziwiamy, a obok powstawał Dom Jana Długosza.

Z pomostów spoglądamy na zachowane fundamenty jednej z najstarszych na ziemiach polskich wczesno-romańskiej świątyni, prawdopodobnie pod wezwaniem św. Mikołaja, z drugiej połowy XI wieku. Była niewielka, czworokątna – 4.65 x 3.3 m, z półkolistą absydą (szerokości 2 m) odkrytej w 1958 roku. Obok odsłonięto tajemniczą kolistą lub ośmioboczną gipsową misę (średnica ok. 4 m) z podium o trapezoidalnym kształcie. Odkrywcy, prof. Włodzimierz Antoniewicz i doc. Zofia Wartałowska, twierdzili, iż jest to baptysterium, chrzcielnica, dowodząca o przyjęciu chrztu w obrządku wschodnim ok. 880 roku przez księcia Wiślan. Współczesne badania archeologiczne wykluczają jednak tę interpretację. Faktem jest, iż ok. 880 roku Państwo Wielkomorawskie podbiło kraj Wiślan…

Prawdziwy skarb wiślicki – odkryty przez Andrzeja Tomaszewskiego – skrywa się jednak w odkopanych pomieszczeniach znajdujących się pod kolegiatą. To słynna Płyta Orantów! Posadzka wykonana z gipsu jastrychowego, o wymiarach 2,5 x 4,1 m, umieszczona była w starszej romańskiej świątyni pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, której fundatorem był książę Henryk Sandomierski. Fundator zginął w 1166 roku w wyprawie zorganizowanej przez Bolesława Kędzierzawego przeciw Prusom i miał spocząć w Wiślicy. Według krakowskiego historyka sztuki, prof. Lecha Kalinowskiego, posadzka powstała między 1175 a 1177 rokiem, a jej fundatorem był książę Kazimierz Sprawiedliwy – następca Henryka. Płyta składa się z dwóch kwadratowych pól obramowanych zdobną bordiurą wypełnioną motywami roślinnymi i zwierzęcymi. W lewym pasie zauważymy lwa, centaura, smoka i bazyliszka, a w górnym dwa lwy przy drzewie życia. W górnej części znajduje się fragment inskrypcji w języku łacińskim o następującej treści: HI CONCVLCARI QUERUNT VT IN ASTRA LEVARI POSSINT ET PARITER VE…” („Ci chcą być podeptani, aby mogli być wzniesieni do gwiazd i zarówno…”), co interpretuję się, że przedstawione osoby pokazują w ten sposób swoją pokorę, by być wyniesionym i wiecznie nagrodzonym. Na obydwu polach płyty umieszczone zostały trzy postaci z głowami wzniesionymi ku górze i dłońmi w pozie modlitewnej. Jakakolwiek identyfikacja postaci jest bardzo ryzykowna i bardzo wątpliwa. Badacze, na podstawie nielicznych dokumentów, próbują jednak przypisać poszczególne postaci najważniejszym osobom z epoki. Na pierwszej – górnej, na której według historyków umieszczono osoby zmarłe – znajdują się Henryk Sandomierski (z brodą), obok którego stoi Kazimierz – pierworodny syn Kazimierza Sprawiedliwego (dziecko) oraz
Prof. W. Zalewski przy pracy.
duchowny – prawdopodobnie dostojnik z kolegiaty wiślickiej. Dolna część przedstawia prawdopodobnie księcia Kazimierza Sprawiedliwego, jego żonę Helenę Znojemską i syna Bolesława. Istnieje też wersja, że brodaty mężczyzna z tej części, to Bolesław Kędzierzawy z żoną i synem Leszkiem. Pewnie nigdy nie będziemy mieli pewności, kim tak naprawdę są postaci na Płycie Orantów. Tak jak nie poznamy też jej twórców, którzy wyżłobione w gipsie rowki wypełniali zabarwioną na czarno masą gipsową. Warto też wspomnieć, że stan zachowania Płyty Orantów, to zasługa krakowskiego konserwatora z Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki prof. Władysława Zalewskiego

Jakże inaczej, po wizycie w podziemiach, ogląda się piękną, strzelistą, kolegiatę. Podziwiamy ocalałe fragmenty gotyckich malowideł! Ciekawie prezentują się filary wspierające gotyckie sklepienie i dzielące świątynię na dwie nawy. W ołtarzu głównym kamienny gotycki posąg z końca XIII wieku słynącej cudami Madonny Łokietkowej. Przed jej posągiem miał modlić się o zjednoczenie ziem polskich książę Władysław Łokietek. Kiedy odwiedziłem kolegiatę pierwszy raz, Madonna Łokietkowa umieszczona była na filarze. Nad
bocznym wejściem do kolegiaty podręcznikowa, gotycka płyta przedstawiająca króla Kazimierza Wielkiego klęczącego przez Matką Boską. Za nim, biskup Bodzanta wspierający go dłonią. Niektórzy intepretują ten gest zupełnie inaczej… Mówią, że trzyma go, by się nie rozmyślił i nie umknął, albo że popycha go by klękał… Te różne interpretacje wiążą się z tym, że m.in. kolegiata wiślicka jest kościołem ekspiacyjnym fundowanym przez Kazimierza Wielkiego, który miał doprowadzić do utopienia w Wiśle jawnie krytykującego niemoralne prowadzenia się króla ks. Marcina Baryczki.

Na koniec idziemy na grodzisko z X wieku położone na łąkach. Po drodze mijamy słynną Psią Górkę. Podobno w tym miejscu wyegzekwowano karę „odszczekania kłamstwa” na Gniewoszu z Dalewic, który oskarżał królową Jadwigę z złe prowadzenie się… Oprócz „odszczekania kłamstwa pod ławą” trzeba było zapłacić karę w wysokości 70 grzywien…

I jeszcze wizyta w pięknym Chrobrzu. To pałac i park hr. Aleksandra Wielopolskiego wzniesiony w latach 1857-60 według projektu włoskiego architekta Henryka Markoniego. Obecnie mieści się tam Ośrodek Doskonalenia Rolnictwa. Stan zachowania pałacu i parku do idealnych wprawdzie nie należy, ale nie jest najgorzej. Kiedyś udało mi się nawet obejrzeć wnętrza. Dzisiaj zamknięte na cztery zamki! Szkoda, bo oprócz wnętrz, można (było, czy dzisiaj też?) obejrzeć wystawę dokumentującą

wykopaliska na stanowiskach kurhanowych z pobliskich Pełczysk. A dla prehistorii jest to miejsce szczególne, bo stwierdzono tam stanowiska począwszy od młodszej epoki kamiennej (neolitu – kultury ceramiki wstęgowej rytej, pucharów lejkowatych, pucharów dzwonowatych, sznurowej) przez epokę brązu (kultura mierzanowicka, trzciniecka, łużycka), okres późnolateński i wpływów rzymskich (epoki żelaza – kultura przeworska) po wczesne i późne średniowiecze.


Na koniec wędrówki wizyta w Busku Zdroju, gdzie należy oddać się kuracjom wód wszelakich – w tym mineralnych, powspominać czasy studenckie przy Wojtku Belonie, a na koniec być wchłoniętym w nieograniczoną przestrzeń stworzoną przez Leona Tarasewicza.

No i zabrakło dnia…

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ECHO SŁÓW - Nowe opowiadanie mojej wnuczki...

 Maja odniosła swój kolejny sukces literacki. W XIX Regionalnym Konkursie im. Ludmiły Mariańskiej w kategorii szkół ponadpodstawowych, za op...