![]() | ||
| Stanisława Kolbuszewska podczas górskiej wycieczki |
![]() |
| Stanisława Kolbuszewska |
Ciocia Stasia Kolbuszewska, urodzona w Kołomyi 25 sierpnia 1930 roku, przybyła do Rozwadowa z rodzicami w 1944 roku z Kołomyi, już po wyzwoleniu z niemieckiej okupacji, ale jeszcze w czasie II wojny światowej. Uciekli przed pogromami ukraińskimi. Mama cioci Stasi, Maria Kolbuszewska de domo Wermińska (1904-1979), pochodziła z Charzewic. Używała jednak innego, pięknego imienia Bernadetta. Nazywali ją zdrobniale Bernatka. Rodzinnie zetknęliśmy się na poziomie rodzeństwa pradziadków, czyli moja prababcia była siostrą babci cioci Stasi – ufff…! Bernatka była nauczycielką. Pracę znalazła w Kołomyi. Wyszła za mąż za Władysława Kolbuszewskiego (1901-1957) z Kołomyi, który był kolejarzem. Pracował jako kierownik pociągów. Może poznali się, gdy jechała do rodzinnego domu w Charzewicach pod Rozwadowem na wakacje? W 1944 roku wysiedli na dworcu kolejowym w Rozwadowie z dwójką dzieci – Stasią i Edkiem. Była jeszcze Janina, która zmarła tragicznie porażona prądem. Spoczęła na cmentarzu w Kołomyi. Od ich wyjazdu nikt z rodziny już nie zapalił znicza na jej grobie. W latach 90-tych XX wieku namawiałem ciocię, by wybrała się na Kresy. By odwiedziła swe rodzinne miasto, miasto dzieciństwa.
![]() |
| Kołomyja |
Kiedy w końcu sam dotarłem do Kołomyi i pokazywałem jej zdjęcia ulic, rynku, kościoła, dawnego sokoła, także z cmentarza, który nie był w całości zniszczony, a kompletnie zaniedbany, zarośnięty – była wzruszona. Chłonęła każdy pokazywany obraz, każde słowo z mojej opowieści. Nie chciała wierzyć, że spaliśmy na plebanii u polskiego księdza, że wciąż mieszka tam sporo Polaków, a w odnowionym kościele odprawiane są msze święte w języku polskim. Powątpiewała, gdy opowiadałem o odnowionym budynku „Sokoła”, w którym spotykali się prezydenci Polski i Ukrainy. Myślałem, że uda się ją namówić do odwiedzin Kołomyi, nawet oferowałem, że z nią pojadę… Ale gdzie tam!... Nie i już! Jeździła na Litwę, odwiedzała Białoruś. Granicy z Ukrainą nigdy nie przekroczyła.
![]() |
| Pamiątkowy wpis Mieczysławy Ćwiklińskiej |
![]() |
| Irena Stelmachówna |
Mieszkanie u cioci Stasi kilka razy uratowało mnie przed światem, którego nie pojmowałem i unikałem… Pierwszy raz, kiedy jako licealista pojechałem do Krakowa wraz ze starszym kuzynem – wówczas studentem AGH. Miałem zatrzymać się u niego. Mieszkał w wynajmowanej stancji na Kazimierzu, przy placu Wolnica. Dzisiaj już nie pamiętamy, jak wyglądał Kazimierz w roku 1974… Gdy po zwiedzaniu Krakowa wróciłem koło wieczorem do mieszkania kuzyna, zastałem tam trwającą w najlepsze imprezę… Przeżyłem szok, widząc mocno nietrzeźwych kolegów, kilka lat starszych ode mnie. Chwyciłem torbę i wyszedłem na ciemny plac Wolnica, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństw Kazimierza… Na szczęście na postoju była wolna taksówka, którą zajechałem na Azory… Zaskoczona i przerażona ciocia Stasia powiedziała, że powinienem od razu do niej przyjechać!
![]() |
| Ciocia Stasia z tajemniczym nieznajomym |
Było, minęło… Dzisiaj z uśmiechem pobłażliwości wspominam tamte, wówczas tak dla mnie traumatyczne chwile…
Ciocia do końca życia mieszkała sama. Gdy zachorowała, trafiła do Domu Opieki u Helclów. Tam zmarła 4 września 2015 roku, ale zgodnie z jej wolą, pochowana została w rodzinnym grobie na cmentarzu w Rozwadowie…
***
Wiele razy usiłowałem namówić ciocię Stasię do opowiedzenia swych wojennych przeżyć. Udało się to mojej koleżance – dr Marii Głowackiej, która pracowała na Uniwersytecie w USA, a w Polsce realizowała projekt o przebaczaniu, w ramach którego przeprowadzała rozmowy z ludźmi dotkniętymi eksterminacją ze strony Ukraińców w czasie II wojny światowej. Niestety rozmowa przeprowadzona była już bardzo późno. Ciocia wielu szczegółów nie pamiętała, pomału zapadała się w chorobie Alzheimera. To, co udało się wydobyć z jej pamięci opublikowałem, już po śmierci cioci, na łamach kwartalnika Cracovia Leopolis.
![]() |
| Kołomyja |
***
Spotkaliśmy się 7 września 2010 roku. Ciocia Stasia Kolbuszewska była bardzo zestresowana. Obiecała jednak porozmawiać z Marią. Zostawiłem panie same… Później słuchałem opowieści z taśmy oraz poproszony przez Marię musiałem opracować tekst. Niektóre zdania były urywane, nie miały sensu… Choroba dawała o sobie znać… Musiałem dopytywać ciocię, która już niechętnie wracała do tematu. Wręcz denerwowała się…
– Mój ojciec był kolejarzem i pracował w rejonie Kołomyi i Śniatynia. – zaczęła opowieść. – Gdy rozpoczęła się wojna, ludzie byli bardzo zdziwieni i zaskoczeni. Tak to szybko się stało. Wszyscy spodziewali się Niemców, a tu wkroczyli Rosjanie! Było ich bardzo dużo. Szli i szli! Zajęli cały teren Polski wschodniej! Potem się dowiedzieliśmy, że Stanisławów był przez nich zajęty i Lwów też zajęli… Jak na Rosjan byli dobrze uzbrojeni, pamiętam jadące czołgi. Dzieciom nic nie robili, starsi ludzie się bali, pamiętali I wojnę światową i wojnę polsko-bolszewicką z 1920 roku. Ta sowiecka okupacja trwała do 1941 roku, później Niemcy przyszli. Rosjanie byli jednak przez dwa lata, zajęli miasto, przyjechały Rosjanki, bo niektórzy wzięli ze sobą żony. Wojsko zajęło koszary polskie. Była okupacja, było ciężko. Bieda, nie było jedzenia, bo ludzie nie zdołali zrobić zapasów. Już nie pamiętam, czy za polskie pieniądze można było kupować, czy za ruble? Ciągle chodziłam do kolejki. Było nas troje: siostra, brat i ja… Tamci się bali iść, a ja wstawałam rano i szłam do kolejki, i nieważne, że zima była, mróz, wystawałam w kolejce, żeby kupić chleb. Była godzina policyjna, jak ktoś nie miał przepustki, to nie mógł po zmroku, ani o świcie, kiedy było jeszcze ciemno, wychodzić z domu. Jak mój ojciec wracał z pracy o różnych porach, to musiał mieć specjalną przepustkę. Inaczej musiałby czekać na kolei aż zacznie się dzień. Rosjanie byli różni. „Starszyna”, żołnierze z pagonami, oficerowie, z nimi bardziej można się było dogadać. Natomiast z takim biednym wojskiem, żołnierzami którzy jedli zupę ziemniaczaną z kotłów, taką byle jaką, i zazwyczaj nie mieli dobrego obuwia, zresztą tak samo jak my, to z nimi trudno było się dogadać, oni mogli zastrzelić człowieka z byle powodu! Na przykład nie okazał przepustki, że może iść w nocy, podczas godziny policyjnej. Oni się nie zastanawiali!
![]() |
| W czasie wędrówki turystycznej |
– Często się takie nieszczęścia zdarzały? – zapytałem.
– W tamtych latach raczej mordowali w więzieniach. W nocy słychać było strzały. Nie wiem kto wtedy kogo zabijał… Dla nas groźniejsze były natomiast wywózki. To groziło także naszej rodzinie, nie zdążyli jednak... Zimą do pociągów pakowali ludzi, do towarowych wagonów bydlęcych. Musieli jechać, wyboru nie dawali. Szczęściem nie zdążyli wszystkich wywieźć… Tak samo było w Stanisławowie i na Wołyniu. Później, to znów oni uciekali, bo Niemcy przyszli. Rosjanie się cofali. Ale jak przyszli Niemcy, to Ukraińcy zaczęli działać. I nie wiadomo, co było gorsze… Ukraińcy zaczęli wydawać Polaków Niemcom. W mieście, w Kołomyi, można było przetrwać, było bezpieczniej. Nie było tych bandytów, tych banderowców, oni ukrywali się w górach, w pobliskich Karpatach. Byli tam także za czasów okupacji rosyjskiej. Zabijali też Rosjan. W Kołomyi powinien być grób żołnierzy rosyjskich, którzy zostali zabici przez Ukraińców.
– Jak było pod okupacją niemiecką?
– Kiedy wkraczali Niemcy, a szli z nimi też Węgrzy, zginęła tragicznie moja siostra. Została porażona prądem. W czasie działań wojennych ze zniszczonej trakcji elektrycznej nie odłączono prądu. Ona gdzieś w te druty się wplątała i nie było dla niej ratunku. Stało się to niedaleko domu. Dla nas taka tragedia, smutek długo od nas nie odchodził... Ona urodziła się w 1928 roku, a ja w 1930. Pamiętam, jak ksiądz jezuita przyszedł i pochował moją siostrę. Ale tam już nie ma grobu, to były ziemne mogiły. Zostały zniszczone… Trumna była ze zwykłych desek. Lepiej o tym nie mówić, to są okropne rzeczy. Później wszystkich jezuitów Rosjanie wywieźli na Sybir.
– Jak było z Ukraińcami?
– Za okupacji rosyjskiej chodziliśmy do szkoły polskiej, razem z Ukraińcami i Rosjanami. Można się było uczyć języka polskiego, ukraińskiego, potem uczono nas też rosyjskiego. Rosjanie w stosunku do polskich dzieci zachowywali się bardzo dobrze. Natomiast Ukraińcy, jak tylko przyszli Niemcy, drugi raz dali znać o sobie. Pamiętam takie dramatyczne wydarzenie, podczas którego osoby z mojej rodziny zginęły. Wyjechali w jakiejś sprawie poza Kołomyję samochodem i Ukraińcy wrzucili im do samochodu granaty. Wybuch i po wszystkim! Zginęli ludzie, spalił się samochód. Wszystkich pozabijali!
– Kiedy był najtrudniejszy czas?
– Najgorzej było, kiedy przez miasto i okolice przechodził front. To był czas, kiedy Rosjanie wypierali Niemców na zachód. Wtedy się nie chodziło do szkoły. W domu się siedziało. To był też okres najgorszego głodu. Nie było nawet ziemniaków. Pamiętam, że jedliśmy placki z łup ziemniaczanych. Miałam wtedy 11-12 lat. Ciężko było, ale jakoś się przetrwało. Czasem od wojska z kotła dostało się jakąś zupę ziemniaczaną, ale i im też ciężko było. To wojsko było biedne.
– O czym wtedy marzyliście?
– Wszyscy marzyli żeby przetrwać wojnę. Starsi mówili coraz częściej, że się skończy i w końcu to się stało. Mój wujek był w Wojsku Polskim, w 1939 roku poszedł na wojnę, był internowany na Węgrzech. Jak to wszystko się zaczęło kończyć, przyjechał, ale chory na nerki. Nie było dla niego ratunku, nawet polscy lekarze nie uratowali go, bo nie mieli żadnych lekarstw.
– I przetrwaliście…
![]() |
| Ciocia Stasia - pracownik PSS Społem |
– Ludzie się wspierali?
– W czasie wojny ludzie sobie pomagali, bo inaczej nie przetrwaliby wojny. Nawet tam, w więzieniu, gdzie siedziała pani Karolina Lanckorońska – ona przeszła przez więzienia we Lwowie, Stanisławowie i Kołomyi. Każdy, kto widział Rusków, czy Niemców, dorosły czy dziecko, schodził im z drogi, uciekał byle dalej od nich. Kiedyś byłam w sklepie na zakupach, usłyszałam strzelaninę. To Niemcy strzelali do kogoś. Schowałam się za jakimś domem i przeczekałam. Okazało się, że to była łapanka. Mnie udało się jej uniknąć. Nie złapali mnie! W Kołomyi byliśmy do końca wojny. Później przyjechaliśmy do nowej Polski, bo już był podział. Rosjanie dostali teren do Przemyśla…
W tej rozmowie miało paść pytanie o wybaczenie. I padło…
![]() |
| Ostatnie dni Cioci Stasi |
.jpg)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz