poniedziałek, 16 stycznia 2023

Magare, czyli osiołek

 

 

Wyjątkowo zamieszczam tekst, który nie jest mojego autorstwa, aczkolwiek w jakiś sposób mnie dotyczy. Można go też potraktować jako sentymentalny powrót do przeszłości… Ale do rzeczy. Maja Wojtal jest moją najstarszą ze wszystkich wnuczek. Właśnie kończy szkołę podstawową. Jakiś czas temu poprosiła mnie o fotografie z przeszłości. Była tajemnicza. Nie chciała wyjawić tajemnicy, w jakim celu potrzebne jej były te zdjęcia. W końcu wyszło szydło z wora! Jedna z nich – tu zamieszczona – stała się inspiracją do napisania przez nią opowiadania, które zatytułowała „Bohaterski osiołek”. Na szczęście jest to tylko wytwór wyobraźni, bo w takiej przygodzie uczestniczyć nie chciałbym… Szkoda, że nie pozwoliła mi odkryć tajemniczego miasta lub skarbu złotych monet, co na terenie Bułgarii wciąż jest możliwe. Przypominam sobie, że moją ulubiona książką z czasów, kiedy miałem tyle lat co Maja, była powieść „Złota Mahmudia” napisana przez Lesława Bartelskiego. Jej akcja rozgrywa się na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego, w okolicach Sozopola i ujścia do morza pięknej rzeki Ropotamo. Prawdę mówiąc, od lektury tej książki zaczęła się moja fascynacja Bałkanami. Marzenia o Neseberze, Sozopolu czy Burgas zaczęły się pomału spełniać od pierwszego wyjazdu do Warny bodaj w 1973 roku. Osiołek – magare – w życiu codziennym Bułgarów pełnił przez wieki ważną rolę, szczególnie w trudno dostępnych wioskach położonych gdzieś poza głównymi drogami. Młodej autorce życzę wielu podróży, fascynujących przygód i pomysłów na kolejne opowiadania!

 


 

 

Maja Wojtal

Bohaterski osiołek

            Pewnego dnia, daleko w Bułgarii, pewien młodzieniec rozpoczynał swoją karierę archeologa. Miał na imię Janusz. Wybrał się na swoje pierwsze ważne poszukiwania śladów z przeszłości wraz z przyjacielem – Markiem. Studiowali razem archeologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Możliwość uczestniczenia w wykopaliskach na Półwyspie Bałkańskim była dla nich wyróżnieniem. Kiedy jechali na miejsce badań pod granicę z Grecją, nie wiedzieli jeszcze, że przygoda, którą przeżyją, będzie tak wyjątkowym, choć dramatycznym, wspomnieniem.

            Po dwóch dniach podróży pociągami i autobusem dotarli do niewielkiej miejscowości położonej gdzieś w górach. Rozpakowali swoje rzeczy w namiocie i natychmiast udali się w kierunku wioski. Chcieli sprawdzić, jak żyją tubylcy. Zaintrygowały ich małe stragany z różnymi pamiątkami, odmienne niż w Polsce zabudowania i piętrzący się wysoko nad miasteczkiem monastyr.

            Następnego dnia, kiedy poznali już wszystkich współtowarzyszy, archeolodzy porządnie zabrali się do roboty. Oznaczyli na mapie teren, który zbadają i wyruszyli w drogę. Chodzili po pagórkach i dolinach, a żar lał się z nieba. Nie były to wymarzone warunki do pracy, więc po kilku godzinach wszyscy mieli już dość. Każdy marzył już tylko o kąpieli w zimnej wodzie i posiłku.

            Szukali śladów dawnej działalności człowieka, skorup, pozostałości po prehistorycznych osadach i cmentarzyskach. Nagle rozległ się głośny krzyk, który sprawił, że wesoło gawędząca młodzież zamarła. Zobaczyli, że jeden z ich kolegów leży na ziemi i zwija się z bólu. Jego noga nie wyglądała najlepiej. Robiła się coraz bardziej sina i wyginała nie we tę stronę, w którą powinna. Wszyscy zebrali się wokół poszkodowanego.

– Nic ci nie jest? - zapytał ktoś naiwnie.

– Nie! Wiesz co?... Wszystko dobrze… – odburknął sarkastycznie przez zaciśnięte zęby Marek, który wyglądał jakby miał zaraz się popłakać. Jego noga ewidentnie była złamana.

Janusz pobiegł szukać jakichś kijów, które pomogłyby w usztywnieniu nogi. Chwilę później rozległ się grzmot. Nikt nie był przygotowany na taki rozwój sytuacji. Niebo błyskawicznie pociemniało. Zaczął padać ulewny deszcz. Mapa, która leżała porzucona przez kogoś na skale, momentalnie rozmokła. Byli w środku burzy, w obcym miejscu, z poszkodowanym i do tego bez możliwości kontaktu ze światem. Na szczęście wszyscy wiedzieli, że w takich sytuacjach należy zachować spokój. Nagle, ni stąd ni zowąd, wyłonił się zza wzniesienia postawny mężczyzna na osiołku. Gdy dojechał do nich i zobaczył co się stało, zaoferował pomoc. Z trudem usadzili Marka na ośle i powoli ruszyli w kierunku wioski. Szli jednak podejrzanie długo. Mężczyzna tłumaczył, że zna skrót do wioski. Na wszystkie pytania odpowiadał krótko i bardzo wymijająco. Jego piękny uśmiech i sympatyczne zachowanie uśpiło czujność archeologów.

            Nagle znaleźli się w pułapce. Otoczyła ich grupa uzbrojonych mężczyzn. Kazali podnieść ręce do góry i położyć plecaki na ziemi. Zabrali im wszystko co mieli, a co gorsza, miły mężczyzna od osła dołączył do nich... Wszystko stawało się jasne. Zamarli, gdyż trzymano ich na muszce. Nie mogli w to uwierzyć, ale dali się złapać w pułapkę. Czekali na rozwój sytuacji. Uzbrojeni mężczyźni wyglądali na nieobliczalnych i groźnych. Kiedy zabrali wszystko co chcieli, obejrzeli łupy, zmierzyli ich wzrokiem i odeszli. Zniknęli natychmiast gdzieś w górach… Zapomnieli jednak o osiołku.

Archeolodzy bezskutecznie usiłowali się odnaleźć na tym totalnym pustkowiu. Do zmierzchu nie było daleko. W końcu ruszyli w drogę. Pierwszy szedł osiołek wiozący coraz bardziej cierpiącego Marka. Na szczęście, po jakiejś godzinie osiołek przyprowadził ich nad znajomy strumień. Stąd droga była już prosta do nieodległego obozowiska. Podążali jeszcze z pół godziny wzdłuż bystrej rzeczki. I takim sposobem osiołek doprowadził ich do obozowiska. Gdyby nie on, pewnie tkwiliby jeszcze gdzieś w górach…

            Wszyscy byli głodni i przemoczeni. Od razu udali się do miasteczka, gdzie w szpitalu zostawili Marka ze złamaną nogą. Zgłosili też na milicji napad. W końcu, po złożeniu zeznań, mogli pójść na obiad do miejscowej karczmy. Po posiłku wyszli na ulicę. Przed restauracją czekał na nich cierpliwie osiołek przywiązany do ogrodzenia… Zaczęli głośno się zastanawiać co z nim zrobić...

– Zabrać do Polski, przyda się w żywej szopce na Boże Narodzenie! – ktoś rzucił pomysł.

Tylko jak go przetransportować? Ostatecznie postanowili go sprzedać. Janusz szybko znalazł dobrego kupca.

Z całej przygody pozostało tylko zdjęcie na osiołku…

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ECHO SŁÓW - Nowe opowiadanie mojej wnuczki...

 Maja odniosła swój kolejny sukces literacki. W XIX Regionalnym Konkursie im. Ludmiły Mariańskiej w kategorii szkół ponadpodstawowych, za op...